Kraków wykształcił niemało talentów literackich – od poetów Młodej Polski po twórców okresu międzywojennego. W tej błyskotliwej plejadzie szczególne miejsce zajmuje kobieta o bystrym umyśle, nienagannym stylu i rzadkim poczuciu humoru – Magdalena Samozwaniec, słusznie uznawana za najwybitniejszą przedstawicielkę polskiej satyry XX wieku. Jej prawdziwe nazwisko to Magdalena Starzewska-Niewidowska, a pseudonim „Samozwaniec” wziął się od męża jej siostry, słynnej poetki Marii Jasnorzewskiej-Pawlikowskiej. Dzieła Magdaleny stały się nie tylko wzorem pisarstwa satyrycznego, ale i lustrem epoki, w którym odbiły się przemiany społeczne, emancypacja kobiet, duch Krakowa lat międzywojennych oraz błysk ironii, która nigdy nie traciła ludzkiego oblicza, pisze krakowchanka.eu.
Krew artystyczna
Zdjęcie: siostry Maria i Magdalena
Magdalena urodziła się w Krakowie w 1894 roku. Mimo ironicznego wyznania, że pochodzi z „prostego rodu artystycznego”, była dziedziczką słynnej dynastii Kossaków. Jej dziadek, Juliusz Kossak, zasłynął jako mistrz malarstwa batalistycznego, a ojciec, Wojciech, jako współautor legendarnej „Panoramy Racławickiej”. Sam malarz był człowiekiem uroczym, ale lekkomyślnym – żył na szeroką skalę, lubił chwalić się większym majątkiem, niż faktycznie posiadał.
Magdalena i jej siostra Maria dorastały w krakowskiej Kossakówce – domu, w którym sztuka była sposobem na życie. Stały się ostatnim pokoleniem dziewcząt wychowywanych przez guwernantki: swobodnie rozmawiały w kilku językach, znały muzykę i etykietę. W okresie międzywojennym duety kobiece – siostrzane tandemy – były niezwykle popularne. Siostry wyróżniały się w gronie miejskich dziewcząt: piękne, wyemancypowane, dowcipne, w sukienkach z Paryża i kapeluszach z Wiednia. Można je było spotkać w krakowskich kawiarniach w towarzystwie wybitnych postaci kultury, takich jak Juliusz Tuwim, Antoni Słonimski czy Adam Hemar. Tak się złożyło, że za utalentowaną w rodzinie uważano tylko starszą córkę, dlatego literacki sukces młodszej był dla wszystkich niespodzianką.
Pierwsze kroki w świecie literatury

Sztukę humorystyczną „Wyjazd mamy do miasta” Magdalena napisała w 1908 roku, mając zaledwie 14 lat. Prawdziwą sławę przyniosła jej jednak parodia powieści miłosnych „Na ustach grzechu”, którą urocza panna wydała w wieku 18 lat. Nie znalazła wydawcy, więc młoda autorka potajemnie „pożyczyła” ze stołu matki kilka jej klejnotów, sprzedała je i za uzyskane pieniądze wydała książkę własnym sumptem. Magdalena opowiedziała historię czarującej Stefanii Doryckiej i przystojnego hrabiego Zenona Kotwicza, w której uczucia zwyciężyły społeczne zasady i normy. Książka natychmiast stała się bestsellerem, a sarkastyczny ton i ostre frazy uczyniły Samozwaniec ulubienicą czytelników.
Co ciekawe, nad powieścią pracowali także siostra Maria i jej mąż Jan-Gwalbert Pawlikowski. Ponieważ jednak inicjatywa i większość pomysłów należała do Magdaleny, tak żarliwie broniła swojego autorstwa, że krewni ustąpili. W ten sposób w świecie literackim pojawiła się pisarka Magdalena Samozwaniec. W 1933 roku opublikowała kolejny bestseller pod tytułem „Wielki szlem”, który przyniósł autorce tytuł „jedynej satyrycznej pisarki w Polsce”. Jej styl to połączenie lekkiej ironii, głębokiej spostrzegawczości i kobiecej inteligencji, co sprawiało, że nawet najostrzejsza satyra była wyrafinowana i oryginalna.
Śmiech ze świata

Zdjęcie: z pierwszym mężem Janem Starzewskim
Po wojnie Samozwaniec napisała powieść „Błękitna krew” – dowcipną i bezlitosną satyrę na świat arystokratów i ziemian, w którym upłynęło jej dzieciństwo. Nowość wywołała istną burzę: Kraków się obraził, rodzina wyrzekła się zuchwałej pisarki, a ją samą oskarżono o „zdradę klasy” i próbę przypodobania się nowej władzy.
Magdalena tylko się uśmiechała, żartując, że Kraków ją przeklął za odwagę. Jednak pomimo stosunku rodziny, później doprowadziła do wpisania Kossakówki do rejestru zabytków, czym uchroniła rodzinny dom przed rozbiórką. Jej dowcip był legendarny. Opowiadano, że wyjeżdżając do Zakopanego, koniecznie zatrzymywała się w krakowskiej kawiarni „U Warszawianek” i zamawiała od razu 100 porcji kawy – „żeby dla wszystkich starczyło”.
Dama z ostrym językiem

Zdjęcie: Magdalena z ojcem
Mimo że przez życie pisarka szła z uśmiechem, nie było jej łatwo. Druga wojna światowa zabrała rodziców i stary świat Kossaków, rozłączyła z siostrą, którą Magdalena bardzo kochała. Pisania jednak nie porzuciła nawet w latach okupacji. W 1944 roku potajemnie opublikowała nowy utwór „Fraszki Magdaleny Samozwaniec”. Po wojnie drukowała w najlepszych czasopismach – „Przekrój”, „Szpilki”, „Dziennik Polski”, „Trybuna Robotnicza”. W 1956 roku ukazał się jej bestseller „Maria i Magdalena”, poświęcony siostrze – utwór jasny, wzruszający i pełen autoironii.
Jej pióro nie znało ograniczeń: Samozwaniec szydziła z żon, które nazbyt opiekuńczo traktowały mężów, z matek wychowujących synów z nadmierną czułością, proponowała nawet stworzenie podręcznika dla tych, które chcą wyjść za mąż po raz drugi. Czytelnicy rozpoznawali siebie w bohaterach i… dziękowali jej za to. Jej książki „Starość musi się wyszumieć”, „Świadome ojcostwo”, „Mężowie i mężczyźni” – to był prawdziwy kodeks zachowania z uśmiechem. A po wojnie popularności dodały wspomnienia „Czy pani mieszka sama?” oraz „Z pamiętnika niemłodej już mężatki”. Cała kolekcja literacka Magdaleny obejmuje 12 powieści, 7 opowiadań, 5 wspomnień i dzienników, a zbiorów satyrycznych wydała 10.
Śmiech i życie

W Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej imię Magdaleny Samozwaniec znali wszyscy: od profesorów po ekspedientki. Pisała o tym, co bolało i śmieszyło jednocześnie: o kobietach i mężczyznach, o związkach, które nigdy nie są proste, o nawykach, które nigdy nie znikają. Nawet po II wojnie światowej, kiedy kraj próbował odbudować nie tylko miasta, ale i moralność, Samozwaniec pozostała wierna sobie. Potrafiła bezlitośnie wyśmiać polskie panie, zachwycające się minispódniczkami, lub stworzyć dowcipną scenkę o kobiecie, która, jadąc z mężem do Wenecji, marzyła nie o sztuce, lecz o szopingach.
W Polsce ją uwielbiano. Kiedy pisarka gdzieś między wierszami wyznała, że tęskni za świeżym, chrupiącym chlebem, listonosze ledwo nadążali z dostarczaniem paczek od czytelników. Kochano ją jednak nie tylko za książki. Ale i za sam wizerunek Magdaleny Samozwaniec – wyrafinowanej damy przedwojennej formacji, która stała się symbolem stylu, dowcipu i kobiecej niezależności. A ponadto Magdalena była pionierką wyjazdowych spotkań z czytelnikami – tych samych wieczorów autorskich, które wówczas nazywano „czytaniami”. Dużo podróżowała po Polsce, obdarowując humorem i ostrym spojrzeniem na życie wszystkie fanki swojej twórczości.
Skomplikowana historia małżeństw

Zdjęcie: z drugim mężem Zygmuntem Niewidowskim
Pisarka była urodziwą kobietą: rude włosy, piękna cera, długie rzęsy, a szczególnie urzekało spojrzenie, łączące dziecięcą ciekawość z dorosłą ironią. Żartowała, że małżeństwo to nie stan, lecz umiejętność, i miała powody tak sądzić. Wyszła za mąż dwukrotnie, poznała zarówno chłód oficjalnych relacji, jak i ciepło późnej miłości. Pierwszy mąż, dyplomata Jan Starzewski, okazał się oszczędny aż do skąpstwa i nie potrafił pogodzić się z sukcesem żony. Drugi – Zygmunt Niewidowski, młodszy o 20 lat, pojawił się w jej życiu nieoczekiwanie: przyszedł oświadczyć się córce, a został z matką. Warto wspomnieć, że stosunki pisarki z córką były bardzo napięte, a po konflikcie zupełnie zanikły.
Skandal był głośny, ale Magdalena nigdy nie przejmowała się plotkami. Jej drugie małżeństwo okazało się zadziwiająco trwałe. Zygmunt adorował żonę, nigdy nie zapominał o kawie do łóżka, a wszystko to – z troską i czułą pobłażliwością. Ona natomiast wybaczała mu zdrady, ponieważ, zdaniem Magdaleny, w miłości najważniejsze było, by nie tracić godności i humoru. Dał o sobie znać także przykład ojca, który również bardzo kochał kobiety, o czym wiedziała cała rodzina.
Lekcje Magdaleny Samozwaniec

Ta kobieta pozostawała nienaganna nawet na starość: starannie zadbana, wykwintna, z tą szczególną postawą, która zna swoją wartość. Lubiła powtarzać, że można się starzeć, ale nie trzeba tego pokazywać. I tę zasadę wzięły sobie do serca tysiące wielbicielek jej twórczości. 20 października 1972 roku, w dniu, w którym Magdalena miała prezentować swoją nową książkę „Młodość dla wszystkich”, jej serce się zatrzymało. Pierwsza dama polskiej satyry odeszła z tą samą elegancją, z jaką przeżyła życie. Pochowano ją na jednym z najsłynniejszych i najstarszych cmentarzy Warszawy – Wojskowym na Powązkach, gdzie znaleźli ostatni spoczynek liczni wybitni działacze kraju.
Magdalena Samozwaniec zdołała udowodnić, że humor może być ostry, ale uczciwy, pomaga widzieć wady nie tylko społeczeństwa, ale i własne. Uczyła, że odwaga i niezależność w myśleniu są nie mniej ważne niż talent. Przykład odważnej krakowianki pokazał, że umiejętność śmiania się z absurdów jest przejawem wolności intelektualnej. I jest to dostępne dla wszystkich, niezależnie od wieku. Jej lekcje są cenne również dla współczesnych kobiet, ponieważ są rzeczy, które pozostają wieczne. Niezależnie od mody, dogmatów społecznych i osobistych upodobań.