Kawiarnia · Krakowie · ⭐ 9.1/10 · 5197 opinii · zaktualizowano: 2026-08-10 15:34:19
Adres: Św. Tomasza 17, 31-022 Kraków, Polska
Są kawiarnie, które opowiadają o sobie kartą kawową, i takie, które opowiadają o sobie ścianami. Camelot Cafe należy do tych drugich. Działa od 1992 roku w zaułku Niewiernego Tomasza — jednym z tych krakowskich zakamarków, o których turysta dowiaduje się przypadkiem, a mieszkaniec pamięta od zawsze — w kamienicy z trzynastowieczną metryką, w lokalu, w którym wcześniej mieścił się warsztat ślusarski. Powstała w momencie, gdy krakowskie życie artystyczne szukało sobie nowego miejsca po dekadzie stanu wojennego, i przez ponad trzydzieści lat zdążyła stać się częścią miejskiej mitologii. To nie jest kawiarnia, która nadąża za trendami. To kawiarnia, którą trendy omijają, bo dawno zbudowała własny.
Największe atuty
- Ponad trzydzieści lat nieprzerwanej działalności w samym sercu Starego Miasta — w mieście, w którym lokale w promieniu dwustu metrów od Rynku zmieniają szyldy co dwa sezony, to sam w sobie jest wynik.
- Zaułek Niewiernego Tomasza z palmą — ogródek kawiarni zajmuje kameralne, brukowane podwórze uznawane za jedno z najładniejszych miejsc na kawę na wolnym powietrzu w całym Krakowie.
- Wnętrze pełne oryginalnych pamiątek: obrazy Nikifora Krynickiego, rzeźba ludowa, figurki sztuki naiwnej, przedwojenne puszki po kawie na barze, listy z pieczęciami sięgającymi czasów Zygmunta Augusta.
- Szarlotka o statusie instytucji — to jedno z tych ciast, po które ludzie przyjeżdżają z drugiego końca miasta i o które pytają, zanim usiądą.
- Legenda Lochu Camelot — kabaret, który narodził się w piwnicach tej kamienicy i przez ćwierć wieku grał tu swoje programy, dając kawiarni nazwę, publiczność i reputację.
- Międzynarodowa recenzja, która przykleiła się na dobre: pod koniec lat dziewięćdziesiątych amerykański dziennikarz „Washington Post” napisał o tym miejscu, że jest chyba jego ulubioną kawiarnią na świecie. Cytat krąży do dziś.
Co w filiżance
Uczciwie i od razu: Camelot nie jest kawiarnią speciality i nigdy nie próbował nią być. Nie znajdziesz tu tablicy z rotującymi ziarnami, nazwiskami farmerów, wysokością uprawy ani notami sensorycznymi. Nie ma baru przelewowego jako osobnej sceny, nie ma wagi przy kolbie wystawionej na pokaz, a rozmowa przy ladzie nie zejdzie na metodę obróbki. To kawiarnia w starym, środkowoeuropejskim znaczeniu tego słowa — takim, w którym kawa jest pretekstem do siedzenia, a nie przedmiotem wieczoru.
Warto natomiast wiedzieć, że akurat to miejsce ma w krakowskiej historii kawy swój przypis. To tutaj po raz pierwszy od czasów przedwojennych zaczęto podawać włoskie espresso ze szklanką wody — dziś oczywistość, na początku lat dziewięćdziesiątych gest, który trzeba było gościom tłumaczyć. Karta trzyma się od tamtej pory klasyki: espresso i pełen zestaw pozycji mlecznych, kawa parzona, herbaty, no i gęste gorące czekolady, które zimą wygrywają tu z kawą frekwencyjnie.
Osobny rozdział to napoje, których w kawiarni speciality nie uświadczysz w ogóle: miody pitne, nalewki i wina zaprawiane suszonymi owocami oraz orzechami, a także kawy z dodatkiem alkoholu. To relikt kawiarni-salonu, w której siedziało się długo, także wieczorem, i w której granica między kawą a barem nigdy nie była ostro wyznaczona. Jeśli szukasz filtra z rotacji i rozmowy o roczniku zbioru, Kraków ma kilkanaście adresów zbudowanych dokładnie wokół tego. Jeśli szukasz filiżanki, przy której da się przesiedzieć popołudnie w scenografii, jakiej nikt już nie zaprojektuje od nowa — jesteś na miejscu.
Kto za tym stoi
Camelot założył w 1992 roku Kazimierz Madej — artysta plastyk, malarz i scenograf, człowiek ze środowiska Piwnicy pod Baranami. To wyjaśnia w tym lokalu praktycznie wszystko. Ktoś, kto przyszedł z gastronomii, nie zapełniłby sali sztuką naiwną i przedwojennymi drobiazgami, bo takie wnętrze nie skaluje się i nie przyspiesza rotacji stolików. Ktoś, kto przyszedł ze sceny, zrobił dokładnie to: potraktował kawiarnię jak scenografię, którą się buduje przez lata, a nie jak lokal, który się urządza raz pod otwarcie.
Ta sama ręka stoi za Lochem Camelot — kabaretem założonym jesienią 1991 roku jako nieformalne stowarzyszenie twórców z różnych dziedzin, który przez ćwierć wieku grał w piwnicach pod kawiarnią. Piosenka, satyra, liryka, teksty polskiej i europejskiej klasyki: przez tę scenę przeszła spora część krakowskiego środowiska artystycznego, a nazwa kawiarni i nazwa kabaretu zrosły się na dobre. Dziś scena działa już w sąsiedniej kamienicy przy tym samym zaułku, ale legenda została na miejscu — i to ona, a nie menu, tłumaczy, dlaczego to miejsce jest w krakowskich przewodnikach od trzydziestu lat.
Do rodziny należy też mniejszy lokal siostrzany kilka numerów dalej, w tym samym kwartale, prowadzony w lżejszej, śniadaniowej konwencji. Warto o tym pamiętać, bo bywa mylony z główną kawiarnią przez gości, którzy szukają konkretnego adresu.
Do czego się nadaje
Długie śniadanie — najmocniejsza strona lokalu. Camelot jest przede wszystkim adresem śniadaniowym i to jest scenariusz, pod który to miejsce zostało zbudowane. Jajka w kilku wersjach, omlety, suflety, pierogi, zupy — to nie jest rogalik obok kawy, tylko posiłek, po którym nie planuje się obiadu. W ciepły poranek stolik w zaułku jest jedną z najprzyjemniejszych rzeczy, jakie można w Krakowie zrobić przed dziesiątą.
Rozmowa w cztery oczy albo w cztery osoby — tak, z zastrzeżeniem. Sala jest podzielona na kilka niewielkich pomieszczeń, więc akustycznie jest to raczej seria kameralnych wnęk niż jedna hala. Rozmowa nie wymaga podnoszenia głosu poza godzinami szczytu. W szczycie bywa ciasno i gwarno, bo stoliki są małe i stoją blisko siebie.
Praca z laptopem — raczej nie. To trzeba powiedzieć wprost, bo to główna różnica wobec nowej fali krakowskich kawiarni. Camelot nie jest przestrzenią zaprojektowaną pod pracę: stoliki są niewielkie, sala bywa pełna od południa, obłożenie jest wysokie także w dni powszednie, a dostęp do gniazdek nie jest tu żadnym elementem oferty. Nikt cię nie wyprosi, ale rozłożenie się z laptopem i dokumentami na blacie wielkości dwóch talerzy w środku turystycznego szczytu jest po prostu niepraktyczne. Na kilka godzin skupionej pracy Kraków ma lepsze adresy, w tym takie, które reklamują się stołami coworkingowymi i zasilaniem przy każdym miejscu.
Posiedzieć samemu z książką — tak, ale mierz w brzegi dnia. Przedpołudnie w dzień powszedni i późny wieczór to okna, w których to miejsce wraca do swojego pierwotnego charakteru i samotny gość z lekturą wygląda tu absolutnie naturalnie. W środku dnia to raczej punkt na trasie zwiedzania.
Randka i wizyta „na klimat”. Jeżeli ktoś przyjeżdża do Krakowa raz i chce jednego wieczoru w scenerii, której nie da się podrobić — to jest ten adres. Świece, skrzypiąca podłoga, obrazy na ścianach, kominek i zaułek za oknem robią robotę bez żadnego wysiłku ze strony gości.
Kawa na wynos — mija się z celem. Można, ale cały sens tego miejsca zostaje w środku. To jest kawiarnia do siedzenia, nie do kubka w drodze.
Wizyta z dziećmi — umiarkowanie. Kilka małych pomieszczeń, wąskie przejścia, sporo przedmiotów na wyciągnięcie ręki i schody do części pomieszczeń sprawiają, że z wózkiem będzie niewygodnie. Latem zaułek rozwiązuje sprawę znacznie lepiej niż wnętrze.
Przestrzeń
Wnętrze to kilka niewielkich sal urządzonych w starym stylu — takim, którego się nie projektuje, tylko narasta przez dekady. Drewniane, skrzypiące podłogi, białe ściany z akwarelami i obrazami, kominek, malutkie stoliki, na barze rząd przedwojennych puszek po kawie. Na ścianach wisi sztuka naiwna, w tym prace Nikifora Krynickiego, a między nimi drobiazgi, listy i rzeźba ludowa, których nikt nie tłumaczy tabliczkami. Jedna z sal ma stolik przy oknie, o który regularnie toczy się cicha rywalizacja.
Na zewnątrz jest to, co odróżnia ten lokal od wszystkich sąsiadów: zaułek Niewiernego Tomasza, kameralne brukowane podwórze z palmą pośrodku, na które kawiarnia wystawia stoliki. To jedno z najczęściej fotografowanych miejsc w tej części Starego Miasta i w ciepłym sezonie to ono przejmuje rolę głównej sali. Warto wiedzieć, że w pogodne popołudnie miejsce w zaułku bywa nie do zdobycia.
Uczciwa słabość: to nie jest lokal przestronny. Małe stoliki, wysokie obłożenie i turystyczny ruch w Starym Mieście składają się na to, że w szczycie trzeba się liczyć z czekaniem na miejsce, a obsługa — przy pełnej sali podzielonej na kilka pomieszczeń — bywa wolniejsza, niż oczekiwałby gość przyzwyczajony do lady z kolejką. Część recenzji z ostatnich lat wraca do tego regularnie i nie ma powodu tego ukrywać.
Poza kawą
Kuchnia jest tutaj poważną częścią operacji, a nie gablotą z ciastem. Wypiek własny — i to jest kluczowa informacja, bo szarlotka z Camelotu ma w Krakowie status osobnej instytucji i po prostu nie da się jej pominąć w opisie tego miejsca. Obok niej stoi cała półka ciast domowej roboty oraz gęste gorące czekolady, które od października do marca sprzedają się lepiej niż espresso.
Strona wytrawna trzyma się kuchni środkowoeuropejskiej w wersji kawiarnianej: jajka i omlety w kilku wersjach, suflety, pierogi, zupy, makarony i risotta w sosach śmietanowych. Śniadania są trzonem karty i to one, a nie kolacja, wyznaczają rytm tego lokalu. Wegetarianie mają realny wybór, a nie jedną pozycję z grzeczności. Do tego karta alkoholowa w konwencji kawiarni-salonu: miody pitne, nalewki, wina zaprawiane suszonymi owocami i orzechami.
Kiedy przyjść
Rytm tego miejsca wyznacza ruch turystyczny w Starym Mieście, a nie pory posiłków. Kawiarnia otwiera się rano, na tyle wcześnie, by zdążyć na śniadanie przed początkiem dnia — i to jest zdecydowanie najlepsze okno na wizytę, jeśli zależy ci na spokoju i na miejscu w zaułku. Późny poranek i całe popołudnie to szczyt: wtedy sala jest pełna, kolejka po stolik realna, a obsługa obciążona.
Wieczór ma inny charakter — mniej zwiedzania, więcej siedzenia, świece i cieplejsze światło; to najlepszy moment na kolację albo na kieliszek nalewki, jeśli traktujesz to miejsce jak kawiarnię-salon, a nie jak przystanek. W weekend obłożenie jest wyraźnie wyższe niż w dni powszednie przez cały dzień, a w pogodną sobotę o stolik w zaułku trzeba realnie powalczyć. Aktualne godziny otwarcia znajdziesz w bloku z grafikiem na tej stronie — warto je sprawdzić, bo bywają korygowane sezonowo.
Dojazd
Jesteś w ścisłym centrum Starego Miasta, w kwartale między Rynkiem Głównym a Małym Rynkiem, w bocznym zaułku, do którego wchodzi się z ulicy prowadzącej od Bramy Floriańskiej w stronę Muzeum Czartoryskich. Od Sukiennic to dwie–trzy minuty pieszo, od Bazyliki Mariackiej podobnie. Najprostszy punkt orientacyjny to właśnie zaułek z palmą — jeśli go widzisz, jesteś na miejscu.
Kraków nie ma metra, więc komunikacyjnie liczą się tramwaje wokół Plant. Najbliższe przystanki to Teatr im. Juliusza Słowackiego od północnego wschodu oraz Stary Kleparz i Basztowa od północy; z Dworca Głównego i Galerii Krakowskiej dojdziesz pieszo przez Planty w kilkanaście minut. Cały kwartał leży w strefie ograniczonego ruchu, więc przyjazd samochodem pod sam lokal odpada — najbliższe parkingi są poza obrębem Plant i w porze szczytu bywają zapełnione.
Warto wiedzieć
Cztery rzeczy przed wizytą. Po pierwsze, to jest lokal z małymi stolikami i wysokim obłożeniem — jeśli idziesz w większej grupie albo w porze szczytu, warto zapytać o stolik z wyprzedzeniem zamiast liczyć na wolne miejsce. Po drugie, przez lata Camelot był w Krakowie znany jako miejsce przyjmujące wyłącznie gotówkę; to się zmieniało, ale jeśli nie nosisz przy sobie gotówki w ogóle, lepiej upewnić się przy wejściu, niż odkryć to przy rachunku. Po trzecie, zaułek jest sezonowy i w pogodny weekend zapełnia się jako pierwszy, więc przyjście wcześniej realnie coś zmienia. Po czwarte, obsługa przy pełnej sali bywa wolna — to lokal do siedzenia, nie do szybkiego przystanku, i najlepiej zaplanować wizytę z tym założeniem.
I jedna uwaga porządkowa: nazwa „Camelot” funkcjonuje w tym kwartale w kilku odsłonach — kawiarnia, mniejszy lokal siostrzany kilka numerów dalej oraz scena teatralno-kabaretowa. To trzy różne adresy z jednej rodziny i warto wiedzieć, do którego się wybierasz, zwłaszcza jeśli masz bilet na wieczorny program.
Pytania i odpowiedzi
Czy to kawiarnia speciality?
Nie. Nie ma tu rotującej listy ziaren, baru przelewowego jako głównej atrakcji ani rozmowy o metodach obróbki. Kawa jest klasyczna i przewidywalna, a wyróżnikiem miejsca są wnętrze, historia, śniadania i szarlotka. Kraków ma osobną, mocną scenę speciality — to po prostu inna półka.
Czy można tu popracować z laptopem?
Da się, ale to nie jest miejsce pod to zbudowane. Małe stoliki, ciasne sale, wysokie obłożenie i brak zasilania przy większości miejsc sprawiają, że kilkugodzinna sesja z laptopem będzie tu niewygodna. Na pracę zdalną w Krakowie są adresy z osobnymi stołami roboczymi i gniazdkami przy każdym miejscu — ten do nich nie należy.
Co jest tu najbardziej znane?
Szarlotka. To ciasto ma w Krakowie własną reputację i dla części gości jest jedynym powodem wizyty. Zaraz za nią plasują się śniadania i gęste gorące czekolady.
Czy jest ogródek?
Tak, i to on jest największym atutem lokalu w ciepłym sezonie. Stoliki stoją w kameralnym brukowanym zaułku z palmą — jednym z najładniejszych miejsc na kawę na zewnątrz w całym Starym Mieście. W pogodne popołudnie zapełnia się najszybciej.
Czy nadal działa tu kabaret?
Kabaret Loch Camelot narodził się w piwnicach tej kamienicy jesienią 1991 roku i przez ćwierć wieku grał dokładnie pod kawiarnią. Dziś jego scena działa w sąsiedniej kamienicy przy tym samym zaułku — to wciąż ta sama rodzina i ten sam kwartał, ale osobne wejście i osobny repertuar.
Czy to miejsce dla turystów, czy dla krakowian?
Dla obu, choć w różnych porach. W środku dnia dominuje ruch turystyczny, bo lokal jest w każdym przewodniku. Wcześnie rano w dzień powszedni i wieczorem proporcje się odwracają i widać stałych gości, którzy przychodzą tu od lat.
Czy jest tu głośno?
Wnętrze podzielone jest na kilka niewielkich pomieszczeń, więc dźwięk się rozprasza i nie ma efektu jednej hali. Przy pełnym obłożeniu jest jednak gwarno i ciasno — na rozmowę wymagającą skupienia lepiej wybrać brzegi dnia.
Czy warto rezerwować stolik?
W porze szczytu i w weekend — zdecydowanie tak, zwłaszcza jeśli jesteście w kilka osób. Lokal jest niewielki, a stoliki małe, więc znalezienie miejsca dla grupy bez wcześniejszego kontaktu bywa loterią.
Godziny otwarcia
| Dzień | Godziny |
|---|---|
| poniedziałek | 09:00–23:00 |
| wtorek | 09:00–23:00 |
| środa | 09:00–23:00 |
| czwartek | 09:00–23:00 |
| piątek | 09:00–00:00 |
| sobota | 09:00–00:00 |
| niedziela | 09:00–23:00 |
Zdjęcia





Opinie gości
Ostatnia aktualizacja opinii: 2026-08-10 15:34:19
Dane są aktualizowane co miesiąc. Źródła: krakowchanka.eu oraz redakcyjny dobór na podstawie opinii.
Дуже сподобалось обслуговування. Приємна атмосфера та відмінний гжанець…
Якщо хочете відчути всю неперевершену атмосферу старого міста, завітайте саме в Kamelot. Не поспішайте зразу сідати за столик, а спочатку зайдіть всередену, огляньте всі приміщення стилізованні в ретро- стилі, внутрішн…
Ресторан Camelot розташований у самому центрі міста на тихій та затишній вулиці, що одразу створює приємну атмосферу для відпочинку. Усередині панує теплий інтер’єр, який додає особливого шарму закладу. Я замовив різотто…
Дуже красиво зроблений декор!Затишно і приємно для ока)Приємне обслуговування і хороші та смачні сніданки. Також гарний вибір випічки та солодкого до кави
Супер, якщо ви ще тут не були, то рекомендую☺️ Сюди я точно повернуся знову
Що мені сподобалося:
✔️ Інтер'єр: тут є два поверхи і внутрішній дворик(до речі, не раджу займати столик у внутрішньому дворику, оскільки туд…