Klasztor Sióstr Norbertanek w Krakowie: legendy i rzeczywistość

Jednym z najstarszych klasztorów w Krakowie jest Klasztor Sióstr Norbertanek na Zwierzyńcu, położony na zboczu Wisły. To największy kompleks historyczny po Wawelu, z którym wiąże się wiele ciekawych i tajemniczych legend z przeszłości. Turyści czasami mylą klasztor z dawnym fortem lub zamkiem, co nie jest zaskakujące. Te obronne wieże wzniesiono już w XV wieku, starając się stworzyć prawdziwą twierdzę, w której można było schronić się przed licznymi wrogami, pisze portal krakowchanka.eu.

Legendy o założeniu klasztoru

Klasztor znajdował się w pobliżu szlaków wodnych i lądowych. W tamtych czasach Wisłą kupcy przewozili towary w kierunku Morza Bałtyckiego, a drogą lądową podróżowali do Czech i Niemiec. Siostry Norbertanki z Krakowa to jedna z najstarszych zgromadzeń zakonnych w Polsce. Według jednej z legend klasztor założył rycerz Piotr Włast, znany także jako Piotr Duńczyk. Podobno stracił wzrok i poprosił biskupa o radę. Ten poradził mu, że aby odkupić grzechy zabójstw popełnionych na wojnie, powinien zbudować 7 kościołów i 3 klasztory. Piotr zbudował nawet więcej – 70 kościołów i 30 klasztorów – ale to nie pomogło. Wówczas biskup zasugerował, by rozpoczął od nowa, ściśle trzymając się wyznaczonej liczby budowli. Włast posłuchał i odzyskał wzrok. Pierwszym budynkiem w tej drugiej próbie był właśnie Klasztor Sióstr Norbertanek.

Według innej legendy założycielem klasztoru był małopolski możnowładca i rycerz krzyżowy Jaksa Gryfita. Rzekomo przywiózł norbertanki z Czech, wracając do domu z Ziemi Świętej w połowie XII wieku. Do zakonu należały dziewczęta ze znanych rodzin szlacheckich i książęcych. Później te zakonnice zaczęto nazywać Pannami Zwierzynieckimi, a sam klasztor odegrał bardzo ważną rolę w obronie Krakowa w kolejnych stuleciach.

Prawdziwe fakty

Legendę o Jaksie Gryficie potwierdzają niektóre zachowane akty prawne i notatki, choć niestety większość kronik klasztornych została zniszczona w wyniku pożarów. Badacze wskazują, że założycielami Klasztoru Sióstr Norbertanek w Krakowie byli Agnieszka, żona polskiego księcia Władysława II, oraz Jaksa Gryfita. Wiadomo, że klasztor konsekrował w 1181 roku krakowski biskup Gedko, który jednocześnie przyłączył do niego pobliski Kościół Najświętszego Salwatora.

W 1241 roku świątynia została zaatakowana przez hordy Tatarów i Mongołów, zmierzające w kierunku Budy, aby walczyć z królem Belą IV. Aby uniemożliwić Polsce udzielenie pomocy sąsiadom, wrogowie postanowili najpierw spalić Kraków, ówczesną stolicę Polski. Klasztor został poważnie zniszczony, a zakonnice, którym udało się uciec, znalazły schronienie w Kościele Najświętszego Salwatora. Z tym wydarzeniem wiąże się kolejna legenda. Podobno siostry, które schroniły się w Lesie Wolskim, zaczęły modlić się do Boga o pomoc. Nagle ujrzały wśród skał małą kaplicę, w której znalazły schronienie. Kaplica natychmiast zniknęła pod ziemią, a na jej miejscu wyrosły ogromne skały. Według przekazu, bezgrzeszna osoba może ujrzeć wejście do jaskini, gdzie śpią niewinne zakonnice.

Legenda o Lajkoniku

Ta opowieść również wiąże się z najazdem tatarsko-mongolskim. Podobno podczas ataku flisacy z Wisły zdołali odeprzeć wroga dzięki pułapce zastawionej na wewnętrznym dziedzińcu Klasztoru Sióstr Norbertanek. Po zwycięstwie postanowili trochę przestraszyć krakowian. Przebrali się za Tatarów i ruszyli na Rynek. Początkowo mieszkańcy rzeczywiście się wystraszyli, ale potem rozpoznali swoich i z radości zorganizowali ucztę.

Od tamtej pory narodziła się tradycja. Co roku wybrany mieszkaniec Krakowa przebiera się za Tatara, nazywanego w tych stronach Lajkonikiem. Najpierw jeździec wykonuje taniec na dziedzińcu Klasztoru Sióstr Norbertanek, gdzie kiedyś przodkowie odnieśli zwycięstwo. Następnie wyrusza na Rynek Główny, gdzie burmistrz miasta wręcza mu symboliczną daninę – garść monet i kieliszek trunku. Zadowolony „Tatar” tańczy, wymachując buławą. Jest znak: jeśli przypadkowo dotknie dziewczyny, ta w tym samym roku wyjdzie za mąż. Dlatego wiele panien podczas tańca stara się znaleźć jak najbliżej Lajkonika.

Historia błogosławionej Bronisławy

Po ataku wrogów potrzebne było około 20 lat, aby zacząć odbudowę klasztoru. Aktywny udział w tym przedsięwzięciu wzięła prawnuczka Jaksy Gryfity – siostra Bronisława. Dzięki jej staraniom udało się wznieść drewniane i murowane budynki. Dlatego wzgórze, u podnóża którego stoi Klasztor Sióstr Norbertanek, nosi imię błogosławionej Bronisławy. Zachowała się legenda, według której Bronisława po śmierci swojego krewnego, św. Jacka, miała sen. Zobaczyła w nim, jak kapłan wstępuje do nieba po złocistych schodach. Kiedy opowiedziała o swoim śnie siostrom, jedna z nich nie uwierzyła i wkrótce straciła rozum.

Wyczyn ksieni Doroty

W 1600 roku ksieni Dorota Kątska podjęła się gruntownej przebudowy klasztoru. Przez 20 lat, wraz z 20 siostrami ze Zwierzyńca, nadzorowała budowę solidnego klasztoru wraz z Kościołem św. Norberta w centrum Krakowa. Powstał wspaniały kompleks w stylu barokowym, zaprojektowany przez znanych włoskich architektów pod przewodnictwem królewskiego architekta Giovanniego Trevano. Niestety, budowla została ponownie zniszczona przez wojska szwedzkie w 1655 roku. Odbudowa trwała ponad 30 lat. Stopniowo klasztor został odnowiony, a wspólnota zakonnic znacznie się powiększyła. Wiadomo, że w 1794 roku kompleks służył do przechowywania broni i armat, które zostały przekazane Tadeuszowi Kościuszce.

Zmieniał się także wygląd klasztoru. Pierwsza budowla powstała w stylu gotyckim, z charakterystycznymi wysokimi attykami i przyporami. Włoscy mistrzowie nadali jej barokowy styl z wieżowymi kopułami. W czasach popularności klasycyzmu, jego cechy wpłynęły na wystrój wnętrz. Do najstarszych elementów kościoła, które zachowały się do XXI wieku, badacze zaliczają romański portal wejściowy pod wieżą, stworzony w XIII wieku. Mury obronne i wieże, nadające klasztorowi wygląd starożytnego zamku, pochodzą z XV wieku.

Legenda o klasztornym dzwonie

Według przekazu w XIII wieku, gdy polskie ziemie cierpiały z powodu najazdów tatarsko-mongolskich, zakonnice zamówiły duży dzwon, aby na czas ostrzegać przed atakiem. Jednak ludwisarz trzykrotnie odlewał dzwon i za każdym razem on miał pęknięcia. Zrozpaczony mistrz się utopił, a siostry zabrały ostatni dzwon i umieściły go na wieży. Wieczorami dzwon zaczął sam dźwięczeć, jakby modlił się za wszystkich topielców, a razem z nim modliły się także zakonnice. Podczas I wojny światowej dzwon został zabrany na przetopienie w celu produkcji kul i armat. Jednak legenda głosi, że dusza dzwonu pozostała przy klasztorze, a sam dzwon można zobaczyć w wodzie raz w roku – w noc świętojańską. A czasami można nawet go usłyszeć.

Jak potoczyły się losy Klasztoru Sióstr Norbertanek w Krakowie?

Na szczęście, po najeździe Szwedów klasztor udało się odbudować, zachowując formę zaprojektowaną przez włoskich architektów. Do dziś można podziwiać barokowe ołtarze z relikwiarzem i wizerunkiem błogosławionej Bronisławy. Siostry norbertanki nie odczuły kasaty zakonów, która miała miejsce na początku XIX wieku z inicjatywy administracji Polski na wszystkich jej terytoriach. Wiadomo, że w 1902 roku siostry norbertanki ze Zwierzyńca, wraz z siostrami z Pragi, założyły podobną wspólnotę w pobliżu Ołomuńca. W 1927 roku siostry norbertanki przyczyniły się do powstania wspólnoty również na Węgrzech.

Chociaż siostry norbertanki nie ingerują w życie świeckie, raz w roku, w wielkanocny poniedziałek, organizują Emaus – największy w Krakowie jarmark odbywający się w pobliżu klasztoru. W wydarzeniu bierze udział Lajkonik, a procesja Bractwa Męki Pańskiej każdego roku udaje się do klasztoru, gdzie wszystkich wita wikariusz norbertański. Krakowianie i goście miasta mają okazję kupić pamiątkowe figurki żydowskich muzyków, które siostry od lat wykonują specjalnie na tę okazję, a także piękne i pyszne pierniczki w kształcie serduszek.

....