Pod koniec XIX wieku Akademia Sztuk Pięknych w Krakowie – jedna z najbardziej prestiżowych uczelni artystycznych w regionie – była bastionem męskości. Kobiety mogły być muzami, modelkami czy mecenaskami, ale droga do regularnych studiów pozostawała dla nich zamknięta. Pracownie akademickie, w których kształtowała się nowa generacja malarzy i rzeźbiarzy, uważano za przestrzeń wyłącznie dla mężczyzn, pisze krakowchanka.eu. To właśnie dlatego pojawienie się na uczelni Zofii Baltarowicz-Dzielińskiej, młodej rzeźbiarki, stało się wydarzeniem przełomowym, które zburzyło dotychczasowy porządek akademickiego świata. Więcej o tej niezwykłej artystce przeczytacie poniżej.
Dzieństwo i pierwsze oznaki talentu Zofii Baltarowicz
Zofia urodziła się w maju 1894 roku w Jaryczowie Starym, niewielkiej miejscowości niedaleko Lwowa. Jej rodzina cieszyła się dużym autorytetem. Ojciec, Jan Baltarowicz, przez 18 lat piastował urząd burmistrza. Matka, Zofia-Stefania Weber, była córką powstańca styczniowego Alfreda Webera oraz znanej działaczki społecznej i oświatowej Ignacji Zakrzewskiej, wielokrotnie nagradzanej za wkład w rozwój kultury.
Artystyczny talent Zofii ujawnił się bardzo wcześnie. Jako dziecko:
- kolorowała kwiaty w ilustrowanych katalogach;
- tworzyła własne kompozycje na marginesach książek przyrodniczych.
Widząc pasję córki, Jan Baltarowicz przywoził jej ze Lwowa zestawy akwareli. Gdy dziewczynka miała 12 lat, ojciec podarował jej warsztat snycerski, umożliwiając jej pracę w drewnie i tworzenie bardziej skomplikowanych form. Jej pierwsze prace podziwiała m.in. Zofia Gołąbowa, absolwentka paryskiej Académie Julian, która jako pierwsza dostrzegła w młodej Zofii autentyczny, wielki talent rzeźbiarski.
Od lwowskich pracowni do murów krakowskiej ASP

Początkowo Zofia kształciła się w prywatnej szkole malarstwa we Lwowie pod okiem profesora Stanisława Batowskiego. Wybuch I wojny światowej nie przerwał jej edukacji. W lipcu 1915 roku zapisała się na kursy rzeźby u Zygmunta Kurczyńskiego oraz (pośrednio) u Auguste’a Rodina. To tam poznała swojego przyszłego męża, malarza Kazimierza Dzielińskiego. Jednocześnie poszerzała horyzonty intelektualne, uczęszczając na wykłady z historii sztuki u Jana Bołoza-Antoniewicza oraz z filozofii u Kazimierza Twardowskiego na Uniwersytecie Lwowskim.
Pod koniec października 1917 roku Zofia podjęła odważną decyzję o złożeniu dokumentów na krakowską Akademię Sztuk Pięknych. Doceniając jej dorobek, pozwolono jej brać udział w zajęciach, choć z poważnymi ograniczeniami. Baltarowicz pracowała w akademickich pracowniach, ale formalnie nie posiadała statusu studentki. Uczęszczała na korekty do najwybitniejszych twórców epoki:
- Stanisława Dębickiego;
- Józefa Mehoffera;
- Ignacego Pieńkowskiego.
W tamtym czasie ramy prawne uczelni wciąż oficjalnie zakazywały kobietom studiowania, dopuszczając jedynie formę prywatnej nauki. Zofia znalazła się więc w paradoksalnej sytuacji – była częścią społeczności akademickiej, pozostając jednocześnie „poza systemem”. Jej determinacja była jednak silniejsza niż sztywne, patriarchalne przepisy.
Przełamanie barier: jak pierwsza studentka otworzyła drzwi innym kobietom

Zofia była jedyną kobietą wśród 80 studentów krakowskiej ASP, stając się symbolem zmian i inspiracją dla innych Polek. Wkrótce dołączyły do niej Iza Polakiewicz oraz Zofia Rudzka. Przełom nastąpił w grudniu 1918 roku, tuż po odzyskaniu przez Polskę niepodległości – senat akademii oficjalnie zezwolił kobietom na studia na równych prawach z mężczyznami. Decydujący wpływ na tę historyczną decyzję miała właśnie postawa Baltarowicz-Dzielińskiej.
W lipcu 1920 roku ministerstwo wydało reskrypt uznający studia wszystkich dotychczasowych wolnych słuchaczek za pełnoprawne. Zofia otrzymała zaświadczenia potwierdzające jej edukację, jednak na oficjalny dyplom przyszło jej czekać jeszcze 20 lat – okres pełen artystycznych sukcesów, ale i dziejowych burz.
Międzynarodowe sukcesy i paryski Salon Jesienny

W 1932 roku artystka wyjechała z córką do Paryża, by zorganizować wystawę swoich rzeźb. Choć była wykształcona i utalentowana, w kraju jej prace rzadko znajdowały nabywców. Druga wyprawa do stolicy sztuki okazała się wielkim triumfem. W 1935 roku jej dwie rzeźby – „Uśmiech” oraz „Panna Danuta” – zostały zakwalifikowane na prestiżowy Salon Jesienny (Salon d’Automne).
Francuska prasa publikowała entuzjastyczne recenzje, chwaląc precyzję formy i ekspresję jej prac. Sukcesu pogratulował jej osobiście profesor Konstanty Laszka, zauważając, że wielu uznanych polskich rzeźbiarzy bezskutecznie pukało do drzwi Salonu Jesiennego. To wyróżnienie ostatecznie ugruntowało pozycję Zofii w świecie sztuki.
Wojenna zawierucha i przymusowa przerwa

Gdy kariera Zofii nabierała tempa, wybuchła II wojna światowa. Plany wystawy w Brukseli jesienią 1939 roku musiały zostać porzucone. Kolejne lata artystka spędziła z córką na obrzeżach Jasła. By przetrwać trudny czas i utrzymać rodzinę, wykorzystywała swoje muzyczne wykształcenie, udzielając lekcji muzyki.
Powrót do Krakowa i mistrzostwo medalierstwa

Po wojnie, mając 52 lata, Zofia Baltarowicz-Dzielińska wróciła na krakowską ASP, by formalnie dopełnić edukację i uzyskać dyplom. Dzięki temu mogła wstąpić do Związku Polskich Artystów Plastyków (ZPAP) i otrzymać przydział na własną pracownię przy ulicy Słowiańskiej w Krakowie.
Problemy z sercem zmusiły ją do porzucenia wielkich form rzeźbiarskich, ale artystka nie zrezygnowała z tworzenia. Skupiła się na medalierstwie, osiągając w tej dziedzinie niebywałą precyzję. Jej prace prezentowano m.in. na:
- I Ogólnopolskiej Wystawie Medalierstwa w Warszawie (1963);
- Wystawie „Sztuka Medalierska w Polsce Ludowej 1945–1965” we Wrocławiu;
- Prestiżowej wystawie w Arezzo we Włoszech (1964).
Jej medale trafiły do zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie oraz Muzeum Sztuki Medalierskiej we Wrocławiu.
Dziedzictwo i pamięć o pionierce

Zofia Baltarowicz-Dzielińska zmarła w sierpniu 1970 roku i została pochowana na Cmentarzu Rakowickim. Jej córka Danuta, idąc w ślady matki, również została utalentowaną rzeźbiarką. Postać Zofii pozostaje w historii polskiej kultury symbolem determinacji. Jako pierwsza kobieta-studentka krakowskiej ASP udowodniła, że sztuka nie zna barier płci, a talent poparty niezłomną wolą potrafi otworzyć nawet najbardziej szczelnie zamknięte drzwi.