Większość mieszkańców wschodniej części Ukrainy o takiej grupie etnicznej jak Łemkowie dowiedziała się dopiero na początku XX wieku. W czasach stalinowskich robiono wszystko, aby wszelka pamięć o nich zniknęła na zawsze. Jednak Łemkom udało się przetrwać, zachować nie tylko swoje rodziny, ale także rodzime tradycje. Od dawna nazywano ich także Rusinami i Rusnakami. Osiedlali się na zboczach Karpat Zachodnich i Wschodnich, pomiędzy rzekami Popradem i Dunajcem na zachodzie a Sianem, Cirochą i Użem na wschodzie – pisze krakowchanka.eu.
Całkowita powierzchnia Łemkowszczyzny wynosi około 10 000 metrów kwadratowych. Na początku XXI wieku wchodziła w skład trzech państw jednocześnie: Polski, Słowacji i Ukrainy. Historycy podkreślają, że to właśnie Łemkowie stworzyli i zachowali cenną warstwę kultury nie tylko dla dziedzictwa ukraińskiego, ale także europejskiego. Najciekawsze, według badaczy, są obrzędy weselne, których Łemkowie przestrzegają nawet w XXI wieku.
Wesele zaczyna się od swatów
W starożytności na Łemkowszczyźnie małżeństwa zawierali bardzo wcześnie. Pobierali się, gdy chłopiec miał 17–18 lat, a dziewczyna 15–17 lat. Brało się pod uwagę preferencje obojga, ale decydujące słowo nadal należało do rodziców. Typowe były łączenia rodzin, gdy odbywały się jednocześnie 2 śluby: chłopiec poślubił dziewczynę, a jego siostra wychodziła za mąż za brata panny młodej. Najlepsze było, gdy rodziny „wymieniały się” dziewczynami, wtedy można było obejść się bez posagu. W ten sposób można było uniknąć dzielenia majątku, którego rodzice nie chcieli rozdzielać. Tak było najłatwiej: majątek przekazany córce był natychmiast zwracany rodzinie wraz z posagiem narzeczonej syna.
Wszystko zaczynało się od swatów. To wydarzenie Łemkowie nazywali „prezanki”, „odwiedziny”, „zawariny”, „swatanki”. Chłopiec wybierał kilku swatów i udawał się do domu panny młodej. W żadnym wypadku nie brali na tę rolę wdowców, aby nie przyniosły nieszczęścia do młodej rodziny. Na swatki chodzono zazwyczaj w szczęśliwy dzień, który przypadał na wtorek, czwartek lub sobotę. Wyruszano późnym wieczorem lub wcześnie rano, aby uniknąć złych spojrzeń i uroków. Goście opowiadali gospodarzom przysłowie o myśliwym i pięknej dziewczynie, którą musieli odnaleźć w tym domu.
Znak zgody wyrażano poprzez podanie „mogorycza”, wymianę chleba i zasiadanie do stołu. Zdarzało się, że za zgodą rodziców trzeba było przyjść kilka razy. W miastach Sanok i Lesko istniała tradycja, gdy sama dziewczyna wysyłała swatów, co miało miejsce, gdy chłopak szedł do żony „na przyjęcie”.
Oględziny i zaręczyny

Oględziny były organizowane, gdy rodzice panny młodej przychodzili do rodziców pana młodego, aby ocenić przyszły dom córki. Chodzili po całym domie, a właściciele nie mieli prawa ich zatrzymywać, wręcz przeciwnie, pokazywali wszystkie zakamarki. Oględziny mogły się nie odbyć, jeżeli młodzi ludzie mieszkali w tej samej wsi, a rodzice dobrze się znali. Po oględzinach goście zapraszano na uroczysty obiad.
Zaręczyny mogły odbyć się kilka tygodni po oględzinach, ale w niektórych północnołemkowskich wsiach odbywały się już podczas swatów. Zaręczynami kierował starosta. Błogosławił młodych, następnie stawiał ich pod krzyżem pośrodku domu, kazał wziąć się za ręce i trzykrotnie obrócić wokół siebie. W niektórych wioskach ręce chłopca i dziewczyny wiązano ręcznikiem. Trzymano nad nimi chleb i kropiono wodą święconą.
Następnie panna młoda wręczała starostom ręczniki, a pan młody obdarowywał przyszłą żonę chustą i pieniędzmi. Dziewczęta często wręczały młodemu haftowaną koszulę ślubną oraz bukiet kwiatów ze wstążkami i pawim piórem. Ozdobę taką nazywano „pokreitką” i przypinano do kapelusza. Na początku XX wieku pojawiła się także tradycja wymiany obrączek ślubnych. Następnie rodzice przy wsparciu swatów omawiali posag i ceremonię ślubną, a także zobowiązywali się do finansowego wsparcia młodej rodziny. Ciekawostką jest, że ten aspekt był przewidziany w prawie zwyczajowym. Jeśli jedna ze stron złamała umowę, musiała zapłacić odszkodowanie oraz pokryć koszty wesela.
Jak zapraszano na wesele?

W XX wieku Łemkowie zrezygnowali z odwiedzin i oględzin, ale starali się przestrzegać innych tradycji. Przed ślubem rodzice młodej pary zapraszali muzyków, których na Łemkowszczyźnie nazywano „hudakami”. Wybierano starostów, swatów i chopnarów. Pan młody i panna młoda (lub brawt i brawta) wybierali drużbowych. Na 3 tygodnie przed ślubem odbywały się ogłosiny: ksiądz informował wspólnotę o zamiarze zawarcia małżeństwa przez parę. Ci, którzy mogliby sprzeciwić się małżeństwu, mieli czas i możliwość to zgłosić.
Na kilka dni przed ślubem młodzi chodzili po wsi ze swoimi drużbami i muzyką, zapraszając gości. Na północy Łemkowszczyzny obowiązek ten przejęli rodzice narzeczonych. W tym czasie w domach obu narzeczonych wypiekano chleb obrzędowy, którego główną ozdobą był korowaj – symbol dobrobytu.
Jak zabierano pannę młodą?

Za panną młodą jechał orszak weselny: kilka wozów ze swatami i drużbami, a pan młody koniecznie jechał na pięknym koniu. O zbliżaniu się orszaku informowano głośnymi pieśniami i strzałami z pistoletów. Następnie orszak próbował przebić się do panny młodej, ale rodzina jej broniła. Swatowie musieli odgadywać zagadki. Potem do gości wychodziła udawana panna młoda, w rolę której wcielała się jakaś dziewczyna lub starsza kobieta. Badacze widzą w tym obrzędzie ślady magii ochronnej. Goście odmawiali i prosili o wydanie ich narzeczonej. Dopiero za trzecim razem wychodziła panna młoda, która kłaniała się narzeczonemu, przyszywała do kapelusza nowe pióro lub wianek z barwinka i przypinała bukiecik z białymi wstążkami. Młody obdarowywał ją chustą i płacił drużbom lub braciom dziewczyny wykup. Następnie para przewiązywała swatów ręcznikami.
W niektórych wsiach północnej Łemkowszczyzny panna młoda osobiście przypinała starostom białe chusteczki, a rodzice rozdawali ręczniki, ale tylko swatom. Swatki odpłacały się korowajem. W powiecie jasielskim istniała tradycja przekazywania tego wypieku do domu, w którym planowano kolejny ślub. Następnie młodych błogosławiali na ślub rodzice i krewni panny młodej. Starosta w imieniu pary dziękował im za wychowanie, prosił o przebaczenie za wszystkie grzechy, a nowożeńcy trzykrotnie kłaniali się rodzicom. Ci błogosławiali ich chlebem. Jeśli jedno lub oboje małżonkowie byli sierotami, w tym momencie prosili o pomoc zmarłych rodziców. Łemkowie wierzyli, że na takie uroczystości z pewnością przychodzą zmarli przodkowie.
Przy weselnym stole

Potem wszyscy udawali się na ślub kościelny. Po ceremonii ślubnej na Łemkowszczyźnie każdy z nowożeńców wraz ze swoimi gośćmi wracał do domu. Po uroczystym obiedzie młody szedł do żony. Ale były wioski, gdzie wszyscy zaraz po ceremonii udawali się do domu panny młodej. Tam parę młodą witała matka panny młodej z chlebem i kluczami i częstowała ich jajecznicą i mlekiem. Resztki mleka matka chrzestna panny młodej wylewała za siebie, aby nowożeńców omijały nieszczęścia.
Panna młoda obchodziła swoich krewnych z chlebem rodziców, a oni wkładali pieniądze jej do kieszeni. Na Przasnyszu wręczano „prezent” – jodełkę, na której gałęziach każdy krewny zawieszał swój prezent. Następnie odbywał się obrzęd sadzania młodych przy stole. Małżonkowie przechodzili przez stół na honorowe miejsce pod ikonami. Łemkowie wierzyli, że wtedy w ich domu zawsze będzie dostatek. Przed tym młodzi trzykrotnie okrążali stół, za każdym razem całując każdy jego róg. Dopiero, gdy wszyscy zajęli miejsca, starosta wygłaszał uroczyste przemówienie, wszyscy obecni odmawiali wspólną modlitwę i zaczynali jeść. Głównym uroczystym daniem łemkowskiego wesela był ser, który podawano jako pierwszy.
Końcowe poczepiny
Po weselu u panny młodej wszyscy krewni i goście udawali się do domu młodego. Starosta dzielił korowaj, młoda częstowała krewnych męża i obdarowywała ich prezentami: koszulami, chustami, wstążkami. Ludzie od razu zakładali rzeczy na siebie lub przypinali je do pasów, stąd nazwa obrzędu – poczepiny. W niektórych miejscowościach panna młoda dzieliła korowaj na pół, jedną połową częstowała swoich bliskich, a drugą – krewnych męża. Symbolizowało to zjednoczenie klanów. Następnie zabawa w domu pana młodego trwała do późnej nocy. Następnie starosta wygłaszał pożegnalne przemówienie, dziękował gospodarzom za gościnność i życzył młodym szczęśliwego życia małżeńskiego. Uroczystość kończyła się śpiewaniem utworu „Mnogaja leta”, którym goście oddawali część nowożeńcom i ich bliskim.